sobota, 9 lutego 2019

CZY POLUBIŁAM SIĘ Z PUDREM DO MYCIA TWARZY MAKE ME BIO?

Zapraszam Was dziś na recenzję pudru mającego Make me bio który dostałam w paczce ambasadorskiej z drogerii Plantuli. Część z Was zapewne widziała  już recenzję na Instagramie, ale kto nie to zapraszam. Zawartość dobiła dna wiec czas na podsumowanie


make me bio



Puder myjący to naturalny produkt do delikatnego oczyszczenia cery, zawierający białą glinkę, owies, olejek lawendowy i ekstrakt z róży. Polecany jest do każdego rodzaju cery w szczególności suchej, wrażliwej i naczynkowej. Odrobinę pudru wysypuje się w zagłębienie dłoni, dodaje troszkę wody i tak powstałą pastą delikatnie masuje twarz. Wcześniej nie miałam do czynienia z takim rodzajem produktu do oczyszczania więc była to dla mnie zupełna nowość.


make me bio


Puder delikatnie pachnie i jest dość drobno zmielony, ale na twarzy wyczuwa się wyraźnie drobinki. Dzięki temu oprócz oczyszczania mamy też delikatny peeling. Po zmyciu wodą na skórze zostaje delikatna warstwa, która chroni ją przed nadmiernym wysuszeniem. Jeśli chodzi o wydajność to mi starczył on na trzy miesiące ale nie używałam go codziennie, a dwa-trzy razy w tygodniu. Przy codziennym używaniu na pewno będzie to krótszy okres.

A czy go polubiłam? Tak naprawdę mam mieszane uczucia. Puder faktycznie jest delikatny i nie wysusza cery, a wręcz pomaga jej zatrzymać wilgoć w środku. Nie powoduje zaczerwienienia ani podrażnień. Ale drażniła mnie forma tego kosmetyku.. gdy dałam za dużo wody spływał mi z dłoni, gdy byłam nieuważna rozsypywał się dookoła.. Ehh.. nie dla mnie chyba takie sypkie myjadła. Za to polubiłam go w formie maseczki, rozrabiałam go z jogurtem naturalnym i ulubionym olejem czy ekstraktem i wychodziła całkiem fajna maseczka! Jeśli jesteście go ciekawe to zapraszam do drogerii Plantuli. Znajdziecie tam nie tylko ten puder, ale całą masę kosmetyków przyjaznych dla skóry.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz